Przyszedł czas nowego początku w sferze zawodowej. Dziwne uczucie, trochę niewygodnie
we własnej skórze. Coś trochę uwiera, coś odstaje. Jak wpasować się w nowy
krajobraz? Zupełnie jakby kwalifikacje nie wystarczały do końca. Same języki
obce to za mało. Trzeba by coś więcej. Może na przykład więcej wiary w siebie i
we własne możliwości? Odrobinę
przekonania o sile własnego charakteru, o uroku osobistym... W latach
świetności gór przenosić nie trzeba było, bo same przechodziły pod naporem
oddziaływania jakiejś wewnętrznej energii.
Nowy początek to czas wysyłania CV do przedsiębiorstw, do agencji
rekrutacyjnych, do dużych firm i małych firemek. To spotkania niosące nadzieję na
lepszą przyszłość, to rozczarowania płynące z niedoskonałości, to wyczekiwanie na
to, co jutro przyniesie nowy dzień. Czy
ktoś zadzwoni, zaprosi na rozmowę, umówi spotkanie, przekona się do mnie? Ciągle
jeszcze wiele niewiadomych, wiele niedomówień i niedopowiedzeń. Niepewność jutra,
i tego co przyniesie kolejny dzień,
tydzień i miesiąc nieprzerwanie stoi u progu drzwi mego domu i puka…
I to rozdarcie i pytanie z tyłu głowy. To w końcu gdzie jest lepiej? Tam
czy tu? Wyliczanie za i przeciw, doszukiwanie się podobieństw i różnic,
wyciąganie wniosków z przeróżnych sytuacji. Ciągle nowe pomysły na życie. Nowe zapatrywania
na przyszłość. Świeże plany i stare nieudane dyspozycje.
Dość! Bierz się w garść! Pamiętasz? Mapa marzeń… Działaj! Małymi kroczkami
prosto do celu. Bez zwątpienia, rozmyślania i zastanawiania się, bez mazania.
DZIAŁANIE. Proste i w dodatku bardzo przyjemne.
Na początek spotkanie z doradcą zawodowym. Nie obejdzie się przecież bez
przeanalizowania kwalifikacji zawodowych, dyplomów, doświadczenia. Samo
spotkanie bardzo miłe, może nie od początku. Gdzie ten irlandzki uśmiech, Pani
Doradco? Nic się Pani we mnie nie podoba.
Doświadczenie w pracy w szkole jest, ale nie wiadomo, czy nie będę musiała
kończyć studiów uzupełniających, zależy od dyrektora placówki, czy uzna za wystarczający mój tryb studyjny. No chyba,
że ktoś wypadnie w ciągu roku szkolnego i będą potrzebowali na zastępstwo.
Wtedy zatrudnią nawet bez wymaganych kwalifikacji. Rozumiem.
W obsłudze klienta z językiem obcym według Pani też nie mam szans, bo brak
u mnie doświadczenia w handlu, w biznesie, nie mam dokumentu potwierdzającego
moje umiejętności komputerowe.
To prawda. Jestem absolwentką Liceum Medycznego, ale ten certyfikat nie
uprawnia mnie nawet do opieki nad osobami starszymi, musiałabym uzupełniać
kwalifikacje w Irlandii.
Czyli z polskimi dyplomami ukończenia studiów, w Irlandii, nie nadaję się
nawet do sprzątania, bo w tej branży mam za wysokie kwalifikacje, muszę zrobić
niższe służące do potwierdzenia moich umiejętności trzymania w dłoni miotły i
szmaty.
No to się dowiedziałam. Teraz czuję jakby podcięto mi skrzydła. Co ja robię
tu? Chyba czas na działalność własną. A może po to właśnie tu jestem? Na tą chwilę jeszcze nie wiem. Muszę się
głębiej zastanowić, przemyśleć o i ogarnąć temat. Grunt to się nie przejmować i
do przodu, wbrew wszystkiemu i wbrew w wszystkim, czyli jak zwykle pod górę.
Prawda rysuje się bardzo smutno. Irlandczycy nie uznają naszych dyplomów,
albo inaczej, uznają je, gdy nie mają innego wyjścia. Nadal sceptycznie
podchodzą do naszych umiejętności umysłowych, bardzo cenią sobie fizyczne.
Pierwszeństwo zapewnione jest rodakom, i wcale mnie to nie dziwi. Wniosek:
jesteśmy murzynami Europy pozostając w kraju, lecz niestety wyjeżdżając za
granicę też nimi jesteśmy. I jedno i drugie równie bolesne, ale wzmacnia, daje
siłę i kopa do działania. Ja wam jeszcze pokażę i udowodnię na co mnie stać. Bo
przecież w moim pojęciu świata nie ma
rzeczy niemożliwych, a dla chcącego nic trudnego. Kto podoła, jeśli nie ja?
Kłopoty, rozwiązywanie problemów- to moja druga specjalność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz