Odpuszczam, ale tylko chwilowo. Muszę się zresetować. Dzieciaki w szkole,
mąż w pracy, a ja … Wciąż poszukuję swojej nowej drogi, ale nie tylko. Dziś
wyżywam się kulinarnie w kuchni. Gotuję i piekę.
Przez kuchenne okno spoglądam na roztaczający się przede mną krajobraz.
Zimno, a to nie zima przecież. Czerwiec, a słońca nie uświadczysz. A chciałoby
się przecież kości na słoneczku powygrzewać. Przeglądam wiadomości polskie
oczywiście w Internecie. Aż włos jeży się na głowie. Dobrze, że mnie tam nie
ma. Dobrze, że my jednak tutaj, daleko od rządu Ewy Kopacz, od Ukrainy, od
beznadziei.
Moja Zielona Wyspa, niczym oaza spokoju otula mnie swoimi ramionami.
Całkiem tu przytulnie. Zielono nie tylko w przenośni, również dosłownie. Z
lubością kąpię się w zielonej trawie i bawię
i tańczę i śmieję. ŻYJĘ. Ja czuję, że żyję. Pierwszy raz od wielu tygodni i miesięcy poczułam, że to wszystko ma sens. Muszę tylko zmienić swój sposób myślenia, sformtować swój komputer, procesor. Koniec z polskim zapatrywaniem się na życie i świat. Czas wejść w irlandzki luz, wyciszyć, uspokoić. Świat jest cudny i wabi nas swymi wdziękami. Ludzie są jacyś ludzcy, tylko trzeba w nich dostrzec ten pierwiastek i pokochać i polubić i bać się ich przestać trzeba.
i tańczę i śmieję. ŻYJĘ. Ja czuję, że żyję. Pierwszy raz od wielu tygodni i miesięcy poczułam, że to wszystko ma sens. Muszę tylko zmienić swój sposób myślenia, sformtować swój komputer, procesor. Koniec z polskim zapatrywaniem się na życie i świat. Czas wejść w irlandzki luz, wyciszyć, uspokoić. Świat jest cudny i wabi nas swymi wdziękami. Ludzie są jacyś ludzcy, tylko trzeba w nich dostrzec ten pierwiastek i pokochać i polubić i bać się ich przestać trzeba.
A potem to już tylko kwestia czasu. Właściwie ja już czuję się wyciszona i
uspokojona. Dziś szczególnie się tą ciszą napawam. Dziś szczególnie doceniam
możliwość bycia tu, a nie tam. Tu przecież wszystko mam i wszystkich mam. Tu
teraz mój dom i moja nowa ojczyzna. Idę
do szkoły po dzieci, już nie stoję z boku, w kącie jako ta obca. Pozdrawiają
mnie Irlandczycy, Polacy, Niemcy,
Francuzi, Litwini, Rumunii, Łotysze, Estończycy, biali i kolorowi. Zdaje się, że
w jednej jesteśmy drużynie, gramy do tej samej bramki. Wiem różnych skutków
wielokulturowości można się spodziewać w przyszłości. Dziś chcę widzieć same
ich pozytywy, dziś planuję wyciągnąć z tej sytuacji to co najlepsze,
najbardziej wartościowe dla mnie i mojej rodziny. Od siebie też chętnie dam
wiele. Bierzcie co tylko się przyda i ile tylko chcecie.
I jeszcze jedno. Liczy się tylko tu i teraz, bez oglądania się wstecz, za
siebie, bez szukania tego, co ma dopiero przyjść. Teraźniejszość. Trzeba
nauczyć się przeżywać i odczuwać każdą chwilę, bo jeśli tego nie potrafimy, to
tak jakby nas nie było, bo albo utknęliśmy w przeszłości, rozpamiętując gesty,
kroki mądrzejsze i głupsze posunięcia, albo
gonimy do przyszłości, próbując przewidzieć, zaplanować, skontrolować i
ogarnąć. STOP. Nabieram powietrza, oddycham głęboko. STOP! STOP! Stań! Zatrzymaj
się! Nie pędź! Poczuj chwilę! Poczuj jej przyjemne muśnięcie. Krótka, ulotna,
ale jakże przyjemna. Jeszcze! Jeszcze! Chwilo, daj się poczuć! Chwilo, gdzie
jesteś? Chwilo? Jest. Witaj, moja droga. Już nie liczy się, jak minął mój
dzień. Nie ważne już, co będę robić jutro. Jest dziś i tu i teraz, jestem ja i
ty, jesteśmy my w tym konkretnym momencie.
Dziękuję Ci za to, że ty przy mnie niestrudzenie. Przytul. Przytul mocno.
Niech chwila trwa nieskończenie…